mecz_polska_austria

Mecz Polska - Austria w Eliminacjach do EURO 2020

Wrześniowy mecz Polska – Austria to kolejna sentymentalna podróż nie tylko dla selekcjonera Jerzego Brzęczka, ale też jego asystenta i członka sztabu polskiej kadry - Radosława Gilewicza. Ten drugi przed zeszłorocznym losowaniem eliminacji do Mistrzostw Europy 2020 mówił wprost, że trzyma kciuki, by los przydzielił Polsce zespół Rosji lub Austrii, bo będzie to niepowtarzalną okazją do spotkania starych znajomych z czasów piłkarskiej kariery. Traf chciał, że eliminacje rozpoczęliśmy właśnie od Austrii, wygrywając w Wiedniu – nie bez problemów - 1:0. Już za moment spotkania rewanżowe, mające doprowadzić biało-czerwonych do awansu na turniej.

Austria – drugi dom selekcjonera Brzęczka

Faktem jest, że obaj wspomniani – i Jerzy Brzęczek, i Radosław Gilewicz - w Austrii czują się jak ryba w wodzie. – Czasem mówię, że to moja druga ojczyzna, w której mam wielu przyjaciół. Z Tychów do Wiednia jest 360 kilometrów, czasem jedzie się szybciej niż do Warszawy. W Innsbrucku i Linzu też czuję się jak u siebie. Przez pewien czas nie wykluczałem, że zostanę tam nawet na stałe – opowiadał wiosną Gilewicz w rozmowie z Przeglądem Sportowym, świetnie znający realia tamtejszego futbolu.
Sentymentalnych związków i personalnych powiązań pomiędzy Austrią i Polską obaj panowie mają tak wiele, że wymieniając je spędzilibyśmy cały dzień. Brzęczek przeżył w Austrii ponad dekadę. Zwiedził cztery kluby, zdobył jako zawodnik dwa mistrzowskie tytuły. W Wiedniu przystąpił również do kursów trenerskich, korzystając ze ścieżki dla byłych i obecnych piłkarzy. Studiował między innymi ławka w ławkę z coraz wyżej cenionym w Bundeslidze szkoleniowcem Eintrachtu Frankfurt – Adim Hutterem. W Insbrucku urodzili się dwaj synowie Jerzego Brzęczka. Tam chodzili do szkoły, choć nigdy nie tracąc bliskich związków z Polską, z kulturą, językiem. W Austrii przecięły się również ścieżki aż trzech obecnych selekcjonerów, walczących w eliminacjach o awans na Euro 2020. Brzęczka w Tirolu przez niespełna rok prowadził Joachim Loew – selekcjoner Niemców, z którymi wygrał mistrzostwo świata. Sezon pod rządami Loewa był wręcz najlepszym w karierze Polaka, owocującym tytułem mistrza Austrii i sześcioma strzelonymi golami. W ich drużynie grał wówczas również Stanisław Czerczesow – niegdyś bardzo dobry bramkarz, później trener między innymi Legii Warszawa, a obecnie opiekun kadry rosyjskiej. Prócz wspomnianego Gilewicza, najlepszy kolega Brzęczka w czasach austriackiej przygody. Brzęczek po zakończeniu kariery piłkarskiej wrócił do Polski, by tutaj osiąść na stałe. To samo zrobił Gilewicz. Inaczej Czerczesow, który polubił Tyrol na tyle, że ułożył sobie życie w Innsbrucku i nawet teraz, gdy tylko pozwalają mu na to obowiązki, sporą część roku spędza właśnie w Austrii.
Wszyscy mają z niej bardzo dobre wspomnienia. Obecny opiekun reprezentacji Austrii – Franco Foda to zresztą kolejny dobry kolega Gilewicza, z którym znają się z boiska i czasów wspólnych występów w niemieckim Stuttgarcie. – Niedawno spotkałem Andrzeja Buncola, który jest trenerem młodzieży w Bayerze Leverkusen. Widuję Kazimierza Sidorczuk. Dobrze pamiętam Ariela Borysiuka z Kaiserslautern, który, gdy u mnie grał, miał dopiero 21 lat i był bardzo zdolnym piłkarzem – wymieniał z łatwością Foda, zapytany na łamach „Przeglądu Sportowego” o swoje sportowe skojarzenia z Polską.
Gdyby tego było mało, największy gwiazdor naszych wrześniowych rywali – David Alaba, w czasach juniorskich występował w jednym zespole z synem Gilewicza, Konradem.

Mecz Polska- Austria, czyli horror w Wiedniu i 11 lat oczekiwania na rewanż

Nikogo nie trzeba przekonywać, że dla głównych postaci w reprezentacji Polski, mecze z Austrią są wydarzeniem szczególnym. Mogą takim być również dla wielu kibiców, którym na zawsze w pamięć wryły się feralne wydarzenia z Euro 2008. Mecz o wszystko w Wiedniu, kiedy w drugiej minucie doliczonego czasu gry angielski arbiter Howard Webb podyktował niezwykle dyskusyjny rzut karny przeciwko Polakom, wykorzystany chwilę później – ku naszej rozpaczy – przez Ivicę Vasticia.
Przez 11 kolejnych lat, kiedy zespoły Austrii i Polski nie miały okazji się spotkać, czy to w ramach eliminacji do mundialu lub Euro, czy choćby towarzysko, byliśmy zespołami – zaryzykujmy – na podobnym poziomie i o analogicznych turniejowych aspiracjach.
Austriacy w XXI wieku nie grali na mundialu, ale poprzednie eliminacje do Euro przemknęli jak burza. Z dziesięciu meczów wygrali dziewięć, mimo że za rywali mieli między innymi Szwecję i Rosję. Turniej ich przerósł, choć typowano, że będą „czarnym koniem”. Przegrali z Islandią oraz Węgrami, urwali punkt Portugalii. To był zespół o dwóch twarzach – fenomenalni w eliminacjach, nie do poznania w finałach.
Okazja do bezpośredniego rewanżu nadarzyła się Polakom dopiero wiosną 2019 roku. Na starcie kolejnych eliminacji do Euro, które to inaugurowaliśmy właśnie meczem Polska - Austria w Wiedniu. Nasi rywale przystępowali do tego spotkania jako 23. zespół rankingu FIFA, który wcześniej pod wodzą Franco Fody przegrał u siebie jedynie z Brazylią, a miał na rozkładzie choćby Niemców i Rosję. Czuliśmy respekt, ale wygraliśmy w bólach 1:0. Zacytujmy zresztą pomeczową relację „Przeglądu Sportowego”, by przypomnieć sobie, jakie towarzyszyły nam wówczas emocje. „Futbol może i jest niesprawiedliwy, ale tym razem to nie nasze zmartwienie. Polska długimi chwilami zawodziła z Austrią, ale z Wiednia wywiozła trzy punkty. W tym momencie nie liczy się styl, tylko wygrana. A nasza reprezentacja wygrała w gościach u najtrudniejszego rywala w eliminacyjnej grupy”.

Aby plusy nie przesłoniły minusów

Z czasem okazało się, że styl jednak się liczy.

„W polskim zespole nie działało prawie nic. Nawet tryby, które do tej pory wydawały się najmocniejsze, zaczęły zgrzytać. Kontra? Zawsze znalazł się ktoś, kto w decydującym momencie spartaczył podanie. Stały fragment gry? Zapomnij o zagrożeniu, skoro piłka nie docierała do piłkarzy czających się w polu karnym. Nie mógł odnaleźć się na boisku duet napastników Lewandowskiego z Milikiem, ten drugi już na drugą połowę nie wyszedł. Kwadrans później pojawił się na nim Piątek. I to on napisał najlepsze, choć banalne podsumowanie, że zwycięzców się nie sądzi” – recenzowano dalej.
W podobnym tonie mecz inaugurujący eliminacje do Euro 2020 podsumowano w Austrii. „Kronen Zeitung” wskazał, że ich zespół zdominował rywali z Polski, ale w sensie bramkowym nic z tego nie wynikało. „Die Presse” doceniało, że Austriacy mieli kontrolę nad grą, jednak nie potrafili wypracować sobie żadnej zaliczki i po 13 meczach bez porażki w eliminacjach, znów doświadczyli tego uczucia.
To wszystko już historia, do której życie dopisało zresztą kolejne rozdziały. Austriacy, uznawani przez wielu za najgroźniejszy zespół w grupie G obok Polski, w marcu przegrali jeszcze z Izraelem i na obecnym etapie eliminacji tracą już do nas sześć punktów, zajmując trzecie miejsce w tabeli. Podobnie jak my, czerwcowe granie w wymiarze reprezentacyjnym kończyli jednak w dobrych nastrojach, powiewem optymizmu, rozbijając aż 4:1 Macedonię, na gorącym terenie w Skopje.
Gikiewicz recenzował: „Kiedyś Austriacy bazowali na defensywie i kontrataku, teraz nie boją się grać w piłkę. Marko Arnautović, nawet kiedy nie jest w formie, potrafi jedną czy dwoma akcjami odmienić losy meczu. To nieprzewidywalny piłkarz, jego mowa ciała, machanie rękami czasem denerwuje. Ale u Fody się zmienił, zaczął pracować i pomagać w defensywie. Ma niesamowity spokój i luz przed bramką. Ta iskra go wyróżnia (…) Siłą zespołu jest kolektyw. Różnica między najlepszym i teoretycznie najsłabszym ogniwem jest niewielka, choć gwiazdą pozostaje lewy obrońca Bayernu – Alaba”.

Gdzie odbędzie się mecz Polska - Austria 2019? Polska – Austria na „Narodowym”, gdzie przegrywać nam się nie zdarza.

Reprezentacja Polski nie powinna się obawiać. Po pierwsze – mają komfortową sytuację w grupie eliminacyjnej, po drugie – już raz Austriaków ograli, po trzecie – tym razem, dodatkowo, będą mieć za sobą atut własnego boiska. A to okazuje się w ostatnich latach niebagatelnym czynnikiem.
Ogłoszenie Stadionu Narodowego w Warszawie „domem reprezentacji Polski” było jedną ze strategicznych decyzji Polskiego Związku Piłki Nożnej. Biznesowa decyzja, pozwalająca ulokować kadrę na pięknym i nowoczesnym obiekcie, który da sobie radę z pomieszczeniem blisko 60 tysięcy kibiców, niepostrzeżenie stała się naszym niebywałym atutem. Polska nie przegrała na Stadionie Narodowym od marca 2014 roku i meczu towarzyskiego ze Szkocją. Po raz ostatni w starciu o punkty ulegliśmy na nim jeszcze rok wcześniej – z Ukrainą. Od tamtej pory nowy „kocioł czarownic” (przydomek nadany pierwotnie w czasach świetności Stadionowi Śląskiemu) był świadkiem 15 kolejnych spotkań bez porażki – w tym 13 zwycięstw z bilansem 47 strzelonych goli przy zaledwie 12 straconych.
Stadion PGE Narodowy był już świadkiem meczów przełomowych, jak ten z Niemcami, który budował siłę i pozytywne nastawienie kadry Nawałki. Był także obiektem, na którym rozegrało się najlepsze dla nas spotkania w trakcie bieżących eliminacji. Mecz z Izraelem, w którym zgadzało się wszystko – od wyniku, przez tempo gry, styl, pomysł i wykonanie, po indywidualne popisy piłkarzy, od których oczekujemy w reprezentacji najwięcej.

Skład na mecz Polska - Austria ? Jak zwykle z zagadką w ofensywie...

Absolutnym królem „Narodowego” pozostaje Robert Lewandowski. Jego statystyki strzeleckie na tym obiekcie wręcz porażają. Składa się na nie już 16 trafień w ramach eliminacji do Euro, a także zeszłorocznego mundialu. Drugim w kolejności pozostaje Arkadiusz Milik i o ile skład na mecz Polska – Austria bez cienia wątpliwości będzie ustalany począwszy od „Lewego”, to rozwiązanie personalne w ofensywie, dotyczące właśnie Milika i Piątka, wciąż pozostaje zagadką. Było głównym tematem sporów już wiosną, tyle że z całkowicie odmiennych powodów niż dzisiaj. Wówczas Piątek strzelał jak na zawołanie. Pominięcie go przy wyborze składu wydawało się marnotrawstwem potencjału. Teraz jest nieco inaczej, wszak napastnik Milanu ma za sobą cały letni okres przygotowawczy bez strzelonej bramki oraz słabą inaugurację sezonu Serie A, po którym spadło na niego wiele głosów krytyki.
- Problem Krzysztofa Piątka zaczyna być niepokojący – pisała po przegranym 0:1 spotkaniu z Udinese „La Gazzetta dello Sport”. - Jesteśmy zmuszeni się powtarzać, ponieważ mijają kolejne mecze, a poprawy nie widać: broń Krisa wciąż jest zacięta. Do poprawy jest wiele elementów. Słabe osłanianie piłki, spóźnione reakcje na pomysły kolegów z drużyny, a przez to mało zagranych piłek. Strzały celne: zero. Strzały niecelne: jeden, ale do zapomnienia. Problem zaczyna nabierać niepokojących wymiarów.
Arkadiusz Milik zdołał uniknąć krytyki – co piszemy nieco z przekąsem – bo napastnik Napoli akurat inaugurację sezonu Serie całkowicie opuścił z powodu niewyleczonego jeszcze urazu.
Całe szczęście, że fantastyczną formę od samego początku rozgrywek udowadnia Robert Lewandowski, strzelec pięciu goli w dwóch otwierających sezon spotkaniach z Herthą Berlin i Schalke 04 Gelsenkirchen, bo inaczej problem bogactwa w ataku przez moment okazałby się kłopotem nieurodzaju. Dziś należy liczyć, że do czasu, gdy rozlegnie się pierwszy gwizdek sędziego, wyjdziemy na prostą.

Kiedy mecz Polska – Austria?

Spotkanie z Austriakami czeka nas w poniedziałek, 9 września. Wiemy już także o której odbędzie się mecz Polska - Austria - o godzinie 20:45. Gdzie? Oczywiście na wspominanym już Stadionie Narodowym w Warszawie. Trzy dni wcześniej poprzedzi je jednak wyjazdowy mecz Słowenia - Polska w Ljubljanie, tak więc to on da nam w pierwszej kolejności szereg odpowiedzi – tak personalnych, jak i dotyczących formy całego zespołu, po trzymiesięcznej przerwie w międzynarodowych rozgrywkach.

Gdzie oglądać mecz Polska - Austria

Transmisja meczu Polska - Austria będzie w stacjach telewizyjnych TVP, TVP Sport oraz w Polsacie. Gdzie oglądać mecz Polska – Austria online? Transmisja w Internecie dostępna będzie na stronie sport.tvp.pl i przez aplikację mobilną.

Zakłady bukmacherskie na Euro 2020. Bukmacherzy wierzą w korzystny wynik.

Komplet zakładów bukmacherskich na Euro 2020 można znaleźć na stronie lvbet.pl. Polska jest w nich zdecydowanym faworytem do osiągnięcia korzystnego wyniku. Zwycięstwo biało – czerwonych wyceniane jest obecnie po kursie 1.74. Na Austrię – 4.65, z kolei wynik remisowy – 3.70. Niezmiennie pozycjonuje nas to również w roli zespołu mającego największe szanse na zakończenie rozgrywek kwalifikacyjnych grupy G na pierwszej pozycji. Oby najbliższa kampania wyłącznie nas do tego faktu przybliżyła! Wówczas październikowy wyjazd na Łotwę i domowy mecz z Macedonią traktować będziemy już jako formalność i przebieżkę przed finałowym turniejem. Zarejestruj się i obstawiaj zakłady bukmacherskie na Euro 2020!