mecz_polska_slowenia_euro_2020

Analiza szans przed meczem Polska - Słowenia w ramach eliminacji do Euro 2020

Po trzymiesięcznej, wakacyjnej przerwie w rozgrywkach, już za moment znów czekają nas emocje związane z futbolem w wydaniu reprezentacyjnym. Eliminacje do mistrzostw Europy 2020 wkraczają w kolejną fazę. Pierwszym jesiennym testem formy podopiecznych Jerzego Brzęczka, którzy aktualnie z kompletem zwycięstw i bez straty choćby jednego gola przewodzą tabeli grupy G, będzie wyjazdowy mecz Polska - Słowenia w Ljubljanie.
Historia wspólnych potyczek liczy jak dotąd sześć spotkań – w tym cztery towarzyskie i dwa w ramach eliminacji do turniejów rangi mistrzowskiej. I choć reprezentacja Słowenii nigdy nie jawiła nam się jako rywal nie do przejścia dla Polski, nie sposób na którymkolwiek etapie historii uznać ją za piłkarskiego potentata w skali choćby regionu, to bilans wspomnianych gier nie jest dla nas korzystny. Po raz ostatni oba zespoły spotkały się przed trzema laty, by zagrać towarzysko na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Skończyło się remisem 1:1, a jako jedyny z Polaków na listę strzelców zapisał się nieobecny ostatnio w kadrze Łukasz Teodorczyk.
Dużo gorsze wspomnienia wiążą się z poprzednim starciem ze Słowenią o punkty. Eliminacje do Mistrzostw Świata w Republice Południowej Afryce, niemal równo 10 lat temu, przyniosły nam druzgocącą porażkę 0:3 w Mariborze. W opinii ówczesnego selekcjonera Leo Beenhakkera, był to nasz najsłabszy mecz w całych eliminacjach, który w efekcie pozbawił nas szans wyjazdu na mundial, a z drużyny całkowicie uszło powietrze, by godnie dokończyć ten etap rozgrywek. Wówczas w kadrze Polski grali jeszcze Michał Żewłakow, Roger Guerreiro, Ludovic Obraniak, Jacek Krzynówek czy Euzebiusz Smolarek, więc sam zestaw nazwisk wskazuje, że mówimy – całe szczęście – o odległej historii, która dziś pozostaje wyłącznie ciekawostką i przykrym wspomnieniem.

Skład na mecz Polska - Słowenia

Inaczej niż wówczas, selekcjoner Polaków, mając w perspektywie mecz ze Słowenią, nie ma dziś wielkich powodów do zmartwień. Poczynając personalnie od tyłu – sytuacja między słupkami bramki wydaje się zupełnie stabilna i jak zwykle w ostatnich miesiącach, walka o skład rozstrzygnie się pomiędzy dwójką topowych i regularnie grających bramkarzy: Wojciechem Szczęsnym z Juventusu i Łukaszem Fabiańskim z West Ham United.
W linii obrony wydaje się, że niepodważalną pozycję powinien mieć duet stoperów Kamil Glik – Jan Bednarek. Pierwszy wprawdzie zalicza ligowy falstart z AS Monaco i w rozgrywkach francuskiej Ligue 1 prezentuje się równie kiepsko, jak cała jego drużyna. Niemniej od lat trudno wyobrazić sobie skład Polski bez niego. Bednarek z kolei to już nie tylko melodia przyszłości, ale zawodnik regularnie występujący w Premier League w barwach Southampton. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców widzi w nim obrońcę reprezentacji Polski na lata.
Na marginesie warto wspomnieć, że bardzo dobre notowania w lidze tureckiej, w barwach Ankaragucu Ankara, zbiera ostatnio Michał Pazdan, niegdyś będący przecież - zupełnie zasłużenie - ulubieńcem polskich kibiców. A liczbę opcji przy ustalaniu składu może powiększyć również powołanie Krystiana Bielika, nowego piłkarza Derby County, dla którego mecz ze Słowenią będzie okazją do debiutu w seniorskiej reprezentacji.
Gdy mowa o debiutantach, Jerzy Brzęczek ma w planach skorzystać aż z trójki młodych piłkarzy, dla których mecz Polska – Słowenia w Ljubljanie może stanowić szansę na pierwszy dorosły występ z orzełkiem. Poza wspomnianym Bielikiem, mowa również o obrońcy Robercie Gumnym i pomocniku Sebastianie Szymańskim. Pierwszy sygnał w tej sprawie dał już w połowie sierpnia Czesław Michniewicz, który wysyłając powołania do reprezentacji młodzieżowej, ominął w nich wymienionych powyżej. To jasne, że nie zrezygnował z nich, bo nie ma zamiaru z nich dłużej korzystać. Powodem jest oddanie pierwszeństwa seniorskiej reprezentacji Polski, która w kontekście eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw Europy i meczu ze Słowenią ma priorytet w doborze najlepszych możliwych piłkarzy.
Czy narybek ma szansę odegrać istotne role już w dwóch najbliższych spotkaniach? To akurat wątpliwe. Niemniej nie bez przyczyny cała trójka traktowana jest jako przyszłość polskiej piłki reprezentacyjnej. Szymański i Bielik w letnim oknie transferowym zmienili kluby za łączną kwotę 14 milionów euro. Trzeci potencjalny debiutant – Gumny, może stanowić alternatywę na prawej obronie, gdzie ostatnio całkiem dobrze zadomowił się Tomasz Kędziora. 21-latek z Lecha Poznań od wielu tygodni również łączony jest z zagranicznym wyjazdem. Ma liczne oferty, jednak po pierwsze – Kolejorz chętnie uczyniłby go najdroższym transferem z polskiej Ekstraklasy, za kwotę minimum 7 mln euro, po drugie – ma nadzieję, że Gumny, wybierając rozsądny klub, w którym będzie miał szansę na regularne występy, stanie się kolejną wizytówką klubu z Poznania. Póki co oba te warunki nie zostały jednocześnie spełnione. Obecność w kadrze może mu tylko dodać wartości na rynku.
Kontynuując wyliczankę dotyczącą personaliów i potencjalnego składu na mecz Polska - Słowenia, świetny okres w lidze rosyjskiej ma za sobą Grzegorz Krychowiak, który niezaprzeczalnie stanowi kręgosłup naszej drużyny. Od początku sezonu gra niemal wszystkie mecze – od deski do deski, zbierając bardzo pochlebne recenzje. Zdaniem lokalnych obserwatorów, wręcz wyrasta ponad tę ligę. Odmienia oblicze Lokomotiwu Moskwa, a trener nie wyobraża sobie, by nie rozpoczynać wyboru składu właśnie od Polaka. O ile nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, jego obecność w wyjściowej jedenastce przeciwko Słoweńcom jest pewna. Znak zapytania może stanowić tylko nazwisko jego partnera w linii środkowej – tu Jerzy Brzęczek może zaskoczyć. Selekcjoner jest zwolennikiem talentu Mateusza Klicha z Leeds United – i nie jest to pogląd pozbawiony logiki, niemniej Klich jak dotąd w drużynie narodowej notował najwyżej poprawne występy, bez błysku.
A co z Piątkiem? Krzysztof Piątek wiosną dawał wszelkie argumenty, by go doceniać i wciskać do wyjściowego składu niemal na siłę. Ostatnio ma jednak za sobą trudniejszy okres. Zwolnił tempo już w końcówce minionego sezonu. Latem nie strzelił ani jednego gola w pięciu sparingach Milanu. Znalazł się w ogniu zmasowanej krytyki. Wskazywano, że nie prezentuje się dobrze, ani pod względem fizycznym, ani mentalnym. I choć akurat mentalnie Piątek jest mocny i trudno go złamać, to dopiero inauguracja rozgrywek Serie A i kilka pierwszych kolejek, dadzą nam finalną odpowiedź w jakiej jest formie. Nie można wykluczyć, że drugi sezon we Włoszech oraz wpasowanie się w filozofię nowego trenera Milanu - Marco Giampaolo przysporzy mu więcej kłopotów.
Na dziś, to oczywiście rzecz warta diagnozy, ale jeszcze nie powód do zmartwień. Nie pora wyciągać daleko idące wnioski na podstawie sparingowych meczów bez stawki. Tym bardziej, że w odwodzie pozostaje Arkadiusz Milik, za którym bardzo ciekawe lato, w czasie którego był wielokrotnie łączony z innymi topowymi klubami. W Italii długimi tygodniami trwała transferowa rozgrywka, zakładająca solidny misz-masz wśród napastników czołowych zespołów: Napoli, Interu Mediolan czy AS Romy. Nazwisko Polaka pojawiało się w kontekście każdego z tych klubów, co tylko pokazuje w jak innym miejscu jesteśmy niż wówczas, gdy za Beenhakkera graliśmy ze Słowenią o punkty. Holender niemal połowę wyjściowego składu skompletował z piłkarzy grających w naszej rodzimej Ekstraklasie, a drugą najczęściej reprezentowaną przez Polaków ligą była grecka.
Języczkiem uwagi z całą pewnością i tak będzie sytuacja w linii ataku. Brzęczek już po czerwcowym meczu Polska – Izrael mówił: „od pierwszego spotkania wiemy, że możemy grać w dwóch systemach – dwójką napastników lub jednym. Możemy w trakcie spotkania płynnie przejść między jednym rozwiązaniem a drugim i sprawiać tym przeciwnikowi problemy. Przy takich napastnikach, jakich mamy, robimy wszystko, by wykorzystać potencjał. Ale musimy też patrzeć na jakość gry rywala i jego siłę”. Słowenia wydaje się akurat drużyną, przeciwko której nawet na jej terenie można spróbować zagrać ofensywny futbol, bez ryglowania się i zagęszczania środkowej linii, kosztem mniejszej liczby zawodników w ataku. Pytanie jednak o personalia i formę.

Kto będzie kapitanem na meczu Polska – Słowenia

Nie ma wątpliwości, kto będzie kapitanem na meczu Polska – Słowenia i od kogo Jerzy Brzęczek rozpocznie ustalanie składu. To Robert Lewandowski, który tyle co odebrał w Hamburgu tytuł Gwiazdy Roku na gali organizowanej przez dziennik „Bild”. Kapitan reprezentacji Polski pojawił się na rozdaniu nagród wraz z żoną Anną, w swoim wystąpieniu przyznawał, że to motywacja do dalszej ciężkiej pracy i dziękował za uznanie, którego – dla kontrastu – nie okazywali mu ostatnio choćby reporterzy „Kickera”, umieszczając nieco prowokacyjnie na dopiero czwartym miejscu wśród napastników występujących w Bundeslidze.

Gdzie obejrzeć mecz Polska – Słowenia?

Transmisję na żywo z meczu Polska - Słowenia, jak zwykle, przeprowadzi Telewizja Polska, a pierwszy gwizdek sędziego planowany jest na godzinę 20:45 w piątek 6 września. Dla tych, którzy nie będą tego dnia znaleźć się na stadionie w Ljubljanie, ani usiąść przed telewizorami i zastanawiają się, gdzie obejrzeć mecz Polska - Słowenia, do dyspozycji będzie również transmisja online za pośrednictwem aplikacji mobilnej lub strony TVP Sport.

Kto wygra mecz Polska – Słowenia?

Celem dla Polski, przy obecnym układzie tabeli grupowej, jest pewny awans z pierwszego miejsca, bez oglądania się na pozostałych rywali. Pięciopunktowa przewaga nad Izraelem oraz sześciopunktowa nad Austrią, a także fakt, że wygraliśmy komplet dotychczasowych spotkań, uprawnia nas do tego, by już powoli myślami szykować się na Euro 2020, traktując eliminacje jako niezbędną formalność. Meczu ze Słowenią nie można jednak zlekceważyć, ani przedwcześnie założyć, że jesteśmy panami sytuacji. Zwłaszcza, że nasi wrześniowi rywale aż trzy z czterech dotychczasowych spotkań zagrali na obcym terenie. Jesienne starcia u siebie potraktują jako okazję do kontrataku i odrobienia jak największej liczby punktów. Jak dotąd, stracili ich wiele, ale akurat na własnym boisku odebrali dwa oczka Macedonii.
Mają do dyspozycji kilku ciekawych piłkarzy – dość wspomnieć znakomitego bramkarza Atletico Madryt, Jana Oblaka, ogranego na włoskich boiskach Josipa Ilicicia czy nawet snajpera Andraza Sporara. Ten ostatni występuje wprawdzie tylko w lidze słowackiej, ale w minionym sezonie ustanowił w niej rekord strzelonych goli w jednych rozgrywkach. Zakończył sezon z 34 golami w 36 występach i przykuł uwagę wielu silniejszych ekip z Europy.
Nie można wykluczyć również, że w kadrze Słowenii znajdą się zawodnicy dobrze kojarzeni z polskich boisk Ekstraklasy. W ostatnich miesiącach w składzie pojawiali się choćby Nemanja Mitrović z Jagiellonii Białystok, były zawodnik Wisły Kraków – Denis Popović (dziś w FC Zurich) czy Cracovii – Andraz Struna. Kto wygra mecz Polska – Słowenia? Według bukmacherów, to my jesteśmy faworytem meczu Polska – Słowenia, ale na prawdziwy wynik przyjdzie nam zaczekać do 6 września.

Zakłady bukmacherskie na Euro 2020

Nie zdecydowanym, za każdą postawioną złotówkę LV BET płaci bowiem 2,20, przy kursie 3,40 w przypadku zwycięstwa gospodarzy, jednak utratę kompletu punktów uznaje za mało realne. Dostępne kursy nie sugerują wielkiego strzelania i wyżej oceniają prawdopodobieństwo, że przynajmniej jedna z drużyn, raczej Słowenia, zakończy to spotkanie bez gola.
Jaki dokładny wynik bukmacherzy oceniają jako najbardziej realny? Okazuje się, że skromne zwycięstwo Polaków 1:0 – z kursem 5,70 i niemal na tym samym poziomie bramkowy remis 1:1.
Całokształt sytuacji w eliminacyjnej grupie G również znajduje odzwierciedlenie w kursach na tę fazę rozgrywek. Polacy są w niej aktualnie murowanymi kandydatami do wyjazdu na Euro dzięki awansowi z pierwszego miejsca. I oby piątek 6 września nie zaburzył nam tego obrazu. Obstawiaj zakłady bukmacherskie na Euro 2020.